Na mapie naszych architektoniczno-modowych wycieczek po Polsce tym razem… Ciechocinek! Miasto legenda. Sanatoryjne zagłębie. A w nim cel naszej podróży, czyli ośrodek „Perełka”. A w „Perełce” sesja kolekcji, która jest niby ślubna, ale nie do końca. Zapraszamy Was na miesiąc miodowy w Ciechocinku. W latach 70., 80. a może nawet 90.!

 

Ciechocinek

Ciechocinek położony jest w Kotlinie Toruńskiej. Ma status uzdrowiska ze względu na walory lecznicze, które stanowią znajdujące się tutaj wody mineralne – między innymi solanka jodkowa, którą można pić, jak i wydychać w tężni. Jej złoża odkryto już w drugiej połowie XVIII wieku. Kolejny ważny etap dla Ciechocinka to zbudowanie trzech tężni w pierwszej połowie XIX wieku. Zaś w okresie międzywojennym powstał tutaj pierwszy zakład przyrodoleczniczy i miejscowość zaczęła cieszyć się rosnącym zainteresowaniem kuracjuszek i kuracjuszy z Polski i Europy, którzy przybywali tu do leczniczych wód. Wtedy też zaczęły powstawać niezwykle okazałe prywatne wille, ale przede wszystkim pensjonaty. Nie można też pominąć tzw. Łazienek z przełomu XIX i XX wieku, czyli kompleksu budynków sanatoryjnych w stylu neoromańskim i neoklasycystycznym. 

 

Do dziś w mieście znajdziemy zwłaszcza sanatoria, szpitale uzdrowiskowe, pensjonaty, hotele i restauracje, pijalnię wód czy warzelnię soli. Do tego przepiękne zielone parki i skwery z kwiatami. Ważny punkt na mapie Ciechocinka to Park Zdrojowy z drugiej połowy XIX wieku z licznymi gatunkami drzew i krzewów, także egzotycznych, który zaprojektował i stworzył Hipolit Cybulski.

 

Wspaniale tu się wypoczywa, choć generalnie leczy się choroby różnego rodzaju, stosując zwłaszcza kąpiele solankowe, jodobromowe, siarkowe, jak i zawijania borowinowe, balneoterapie (inhalacja, irygacja i tak dalej), gimnastykę oraz masaże. Wyjątkowy mikroklimat Ciechocinka bardzo dobrze wpływa na drogi oddechowe, służy osobom z zaburzeniami tarczycy oraz znakomicie reguluje ciśnienie krwi.

 

Sanatorium

W powietrzu cząsteczki jodu i bromu oraz ozon. A my szukamy naszej perełki. Wśród licznych zakładów przyrodoleczniczych i sanatoriów naszą uwagę zwróciło właśnie to. Nie takie z „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, które sobie wyobrażamy podczas lektury. Takie polskie. Z krwi i kości. Z PRL-u. A przynajmniej z lat 90. Gdzie się jeździ na turnus leczniczy. Reparację zdrowia. Ale też po to, by się przenieść do innego świata, oderwać od współczesności. Być może, aby poczuć się jak w książce czy filmie. Wystarczy przekroczyć próg Ośrodka Sanatoryjno-Wypoczynkowego Spółdzielczości Pracy „Perełka” (nomen omen!). Trudno znaleźć o nim coś konkretnego, coś pewnego. Na nic przekopywanie się przez księgi w bibliotece, rozpytywanie wśród personelu ośrodka czy mieszkańców miasteczka. Ale przez to „nasze” sanatorium wydało nam się jeszcze bardziej interesujące. Ze swoimi tajemnicami i eklektyzmem.

 

Sanatorium Centralnego Związku Spółdzielczości Pracy „Perełka” powstało w Ciechocinku między rokiem 1960 a 1965. Podobno. To, co pewne, to to, że czuć tutaj ducha przeszłości. „Perełka” pachnie i wygląda latami 60., 70., może i 80. czy 90., które też tu się zaplątały. I mimo upływu czasu i dotyku nowoczesności, ośrodek wyraźnie nie poddaje się wpływom nowego millenium, roztaczając przed nami uroki PRL-u. Zaczynając od zmysłowo zaokrąglonych sufitów wyłożonych czerwonym suknem czy obitych miodowym materiałem ze złotym ornamentem, przez stolarkę (masywne, eleganckie drzwi, szafy czy poręcze w odcieniu ciemnego, nasyconego biegiem czasu orzecha) po zdobiące ściany talerze w kwiaty z Włocławka i kryształowe plafony na sufitach – często urokliwie od kompletu. Nie mówiąc nawet o pięknych parkietach, stylowych boazeriach czy zielonych krzesłach wyłożonych tkaniną szorstką, acz dającą się oswoić…

 

Kolekcja

W tym przepięknym obiekcie pełnym zakamarków do odkrycia, Piotr Czyż uchwycił na zdjęciach naszą muzę – aktorkę Karolinę Rzepę magnetyzującą spojrzeniem, uśmiechem, gestem. Do współpracy zaprosiliśmy także Filipa Marka, który wyczarował kwiatowe kompozycje idealnie wpisujące się we wnętrza „Perełki” i pasujące jak ulał do kryształowych czy glinianych wazonów sprzed lat. Bo skoro ślub, to i kwiaty. Ale trzeba przyznać, że nasza najnowsza ślubna kolekcja odbiega od ołtarza, od ceremonii, podniosłości. Jak najbardziej oczywiście sukienki i komplety nadają się, by w nich składać przysięgi. Choć w naszym zamyśle doskonale sprawdzą się na podróże małe i duże, na miesiące miodowe krótsze i dłuższe. Swobodnie można spakować je do walizki i plecaka, nosić od świtu do rana. Na wycieczki, na randki. Albo mieć pod ręką, jeśli przyjdzie nam do głowy spontanicznie się pobrać na jakimś krańcu świata. W samo południe lub o zachodzie słońca. 

 

W kolekcji znalazły się modele już znane, ale nieco zmodyfikowane. Z jednej strony bardziej frymuśne, ale wciąż minimalistyczne, skromne, pasujące na wiele okazji. Wygodne i z subtelnymi niespodziankami – dajmy na to w postaci rozcięcia, które niespodziewanie i zmysłowo co nieco odsłania, uchyla rąbka tajemnicy. Powstały z bawełny haftowanej w piękne kwiaty, jedwabnych muślinów, z modalu i wiskozy. Z dbałością o detale, ręcznie wykańczane z pieczołowitością w naszej pracowni. By przetrwały z wami wiele niezapomnianych momentów.